loader image
Nie zjadam swoich klientów. Jestem adwokatką, zajmującą się obroną zwierząt. Jak mogłabym zjadać tych, o których prawa podstawowe walczę na co dzień?

Jestem adwokatką – weganką, nie używam aktówki zrobionej z ciał tych, dla których pracuję. Nie zapisuję terminów rozpraw w kalendarzu ze skóry. Jak mogłabym nosić na sobie skórę tych, których bronię?

Jestem adwokatką i weganką. Obie te właściwości sprawiają, że mogę jednoznacznie stać po stronie zwierząt. Po stronie wykorzystywanych. Dzięki nim zachowuję spójność kompetencji, postaw i wartości. Jak mogłabym być tą, która jest sojuszniczką zwierząt, jeśli sama czerpałabym korzyści z ich krzywdy?

Moja toga nie jest z wełny. „Ale w tej samej cenie możemy uszyć Pani togę ze znakomitej, przewiewnej wełny – to lepszy wybór” – mówiła warszawska krawcowa, gdy kupowałam swoją pierwszą, drugą i trzecią togę. „Ale ja nie chcę, bo jestem weganką”. Toga jest znakiem zawodowym, odzwierciedlającym uprawnienia do zastępowania przed sądem tych, którzy sami nie potrafiliby należycie zadbać o własne interesy.

Jak mogłabym bronić jednych zwierząt na sali sądowej, stając w ich imieniu w todze pochodzącej z eksploatacji innych?

Do kancelarii chodzę w butach z ananasa. Są wygodne i eleganckie. Świadomie utrzymuję poważny, klasyczny styl, gdy reprezentuję zwierzęta. Bo nie są one mniej ważne niż korporacyjne sprawy dotyczące restrukturyzacji spółek, sprzedaży udziałów między przedsiębiorstwami czy obsługi prawnej wielkich inwestycji. Są ważniejsze. Jak mogłabym załatwiać bieżące sprawy dla zwierząt, przemieszczając się w butach ich (Z ICH) skóry (SKÓRY)?

Kiedy widzę ładny garnitur na wystawie sklepowej, wchodzę i mówię, że bardzo mi się podoba. Sięgam po metkę, chcę sprawdzić, z czego jest zrobiony. Zazwyczaj obsługa wyprzedza moje poszukiwania. „Mamy różne rozmiary do przymierzenia, to nowa wiosenna kolekcja, doskonały skład – głównie wełna” – zachwalają mi zestaw spodnie-marynarka-kamizelka w kolorze złamanej bieli. „Och, to wielka szkoda, nie będę mierzyć, bo szukam garnituru bez wełny w składzie” – wyjaśniam. „Ale dlaczego?” – „Bo jestem weganką, nie używam na swoje potrzeby produktów pochodzenia zwierzęcego”.

Weganizm jest manifestem

Weganizm nie jest tylko prywatnym wyborem stylu życia. To akt polityczny i nieustanny manifest po stronie tych, którzy i które są krzywdzone dla wygody, zaspokojenia przyzwyczajeń i wielkich pieniędzy. W tym sensie moje ciało nie tylko towarzyszy intelektualnej obronie zwierząt w ramach pracy, którą wykonuję. Moja ciało jest tą pracą. To, co na sobie noszę: buty, płaszcze, czapki, rękawiczki, garnitury, moja toga. To, z czego korzystam: kalendarze, pokrowce na laptopa, torby. To, co wybieram do jedzenia w hotelu, gdy jestem na wyjazdowej rozprawie: „Dzień dobry, będę u Państwa nocować za 2 dni i mam wielką prośbę – o śniadanie, które będzie wegańskie i pełnowartościowe”. Jestem w tym stanowcza, bo chcę mieć siłę do reprezentowania zwierząt w sądzie przez wiele godzin. Moi przeciwnicy są silni, ja też zamierzam taka być. Potrzebuję dobrego śniadania – nie pieczywa maczanego w oliwie z liśćmi sałaty i niedojrzałym pomidorem. Ten telefon do hotelu jest także manifestem. Rozmowa u krawcowej i w sklepie z garniturami.

Manifestuję, nawet wtedy, gdy nie jest to moim bezpośrednim zamiarem.

Manifestujesz, gdy idziesz z niewegańskimi znajomymi na spotkanie i oni wiedzą, że musicie zjeść coś w miejscu, gdzie jest (też) wegańsko. Manifestujemy, gdy jesteśmy pytani, czy nie będzie nam przeszkadzało, gdy znajomy/znajoma zamówi „mięso?”. Samo to pytanie – niewypowiedziane przez nas – jest manifestem. Mnie przeszkadza i o tym mówię, oczekując nie tego, by druga osoba zrobiła dokładnie to, czego ja sobie życzę, ale by wzięła na siebie odpowiedzialność za to, że mi to przeszkadza z powodów, które są jej znane.

Kiedy jestem pytana o to, gdzie kupiłam tę fajną torebkę, podaję markę i dodaję, że to skóra roślinna. Jestem weganką. Ta krótka wymiana zdań jest manifestem, choć w ogóle tego nie planowałam.

Uciszanie protestu jest niemożliwe

Regularnie natykam się na uwagi (choć raczej w Internecie niż na żywo), które pełne oburzania, żądają, by nie atakować innych weganizmem. „Jedz co chcesz, jak chcesz i rób sobie co chcesz, ale odczep się ode mnie i nie mów mi, co mam wkładać do garnka!” – krzyczą komentarze pod postami o weganizmie. Tyle, że sprawa jest publiczna i polityczna.

Czyjeś ciało nie jest sprawą twojego garnka. Czyjeś ciało jest sprawą najbardziej tego/tej, do której należy.

Mój weganizm jest aktem opowiedzenia się po stronie istoty, która narażona jest na niekończącą się krzywdę. W tym sensie nie jest moją osobistą sprawą. Jest sprawą jej/jego. Tej krowy, świni, kury, lisa. A ponieważ one – te zwierzęta – są w najsłabszej z możliwych pozycji ubiegania się o to, by ich prawa były respektowane, przyłączam się do nich, staję po ich stronie, jestem z nimi, jestem ich sojuszniczką. Zaświadczam swoim postępowaniem, że ICH SPRAWY są ważne. Tylko i aż tyle.

Protestuję, bo przestrzeń, w której żyją, okazała się mordercza dla nich*.

Jeśli uznamy, że weganizm jest formą nieustającego protestu wobec krzywdy zwierząt, manifestującego się w akcie codzienności, to zupełnie niezasadnymi są próby jego uciszania. Protest ma swoje prawa – protest jest po to, by było go widać i słychać – by było go czuć. Protest jest po to, by uderzał swoim przekazem. Protest z zasady żąda, może być zaborczy. Protest ma na celu zajęcie miejsca dla spraw niewystarczająco dostrzeganych.

Spójność wewnętrzna

Dlatego jestem adwokatką i weganką. Nie mogłabym bronić zwierząt, czerpiąc dla siebie jednocześnie korzyści z ich opresji. Wówczas zamazywałabym ich krzywdę, nawet jeśli pewne sprawy dla pewnych z nich, udałoby mi się wygrać. Tworzyłabym opowieść, w której względność ich praw jest nadal czymś normalnym. Dla osoby, która decyduje się stanąć po stronie zwierząt, ta norma jest do radykalnego odrzucenia. Jak mogłabym bronić praw niedźwiedzi do bezpiecznego korzystania z dzikiego, karpackiego lasu, jeśli przed wyjściem do sądu, jadłabym parówki z cieląt (zwane pieszczotliwie „cięlęcinką”). Jak mogłabym, partycypując dla swojej wygody w krzywdzie czujących istot, przekonywać sądy do tego, by poszerzyły stosowanie prawa na kolejne odczuwające zwierzęta? Sęk w tym, że do pewnego stopnia mogłabym to robić. Ale jestem pewna, że odczuwałabym wewnętrzne złamanie. Naruszony byłby korzeń, z którego wyrasta spójność. A to właśnie z tej spójności wynika wielka siła. Klarowność kierunku. Jednoznaczne miejsce, w którym stoję. Po stronie zwierząt i ich praw do własnego życia. Mam wobec tego miejsca wielką pokorę, wymaga regularnego sprawdzania, weryfikowania, uważności. To nie jest skończone zadanie. To także mój manifest wobec samej siebie.

Podmioty, nie-obiekty

Z tych względów moja praca polega nie tylko na załatwianiu konkretnych spraw dla ryb, saren, wilków, niedźwiedzi, dzików, psów, kotów, krów, ale także na ciągłym protestowaniu przeciwko ich opresji. Uważam, że to pierwsze bez drugiego byłoby rażąco wybiórcze, czyniłoby ze zwierząt jedynie interesujące „zagadnienie problemowe”, podczas gdy tu chodzi o kluczowe sprawy dla milionów czujących istnień. O ICH SPRAWY. Zwierzęta, po których stronie staję, postrzegam jako podmioty, posiadające własną, unikalną, ważną historię, wymagającą opowiedzenia. Nie są przedmiotem moich zainteresowań prawniczych, są podmiotami, które staram się – ale to zawsze będzie tylko staranie – reprezentować możliwie jak najpełniej.

Liczy się więcej niż tylko ludzkie.

Dlatego jestem adwokatką – weganką.


* słowa „przestrzeń, w których żyły, okazała się mordercza dla nich” zostały wypowiedziane przez Katarzynę Lewandowską (historyczkę sztuki, związaną z gdańską ASP) podczas jej wystąpienia „Równoległość. Feminisamice”, które odbyło się w dniu 25 marca 2024 r. na ASP w Warszawie w ramach sympozjum „W drodze do sentiokracji. O sztuce i podmiotowości zwierząt”. Katarzyna odwoływała się w tych słowach do kobiet, które zostały zabite w związku ze swoją pozycją w społeczeństwie i sprawami, którymi się zajmowały, ale pozostają absolutnie wspólne dla zwierząt pozaludzkich i trafne w opisie ich opresji.


Karolina Kuszlewicz

Nazywam się Karolina Kuszlewicz – z zawodu jestem adwokatką, od 10 lat pracującą na rzecz praw zwierząt i przyrody. Moja działalność społeczna wykracza jednak znacznie poza ramy zawodowe i właśnie jej poświęcony jest projekt ‘w imieniu’. Wykorzystuję swój głos, by służyć zwierzętom. Czynię to z pełną pokorą – jako jedynie pośredniczka w tej międzygatunkowej sprawie.

Ten artykuł mogłam przygotować dzięki wsparciu matronek i patronów

Wspieraj na Patronite🡪

Przeczytaj także

Przeglądaj po tematach

Karolina Kuszlewicz

Dziękuję moim matronkom i patronom

To dzięki Wam mogę stworzyć platformę edukacyjną o prawach zwierząt i przyrody. Łatwo dostępną dla każdej osoby w Polsce.

Chcę, by wiedza, którą zdobywam każdego dnia, dawała wzmocnienie kolejnym osobom. Wierzę, że wspólnie mamy moc czynienia zmiany!

Tworzymy sieć 'w imieniu'

rozciągniętą w całej Polsce. Chcę, by każda osoba, której zależy na prawach zwierząt i przyrody, znalazła tu wsparcie merytoryczne oraz poczucie solidarności.

Codzienność

W tym miejscu znajdziecie wszystko, co dotyczy obowiązującego aktualnie prawa. Przepisy, interpretacje, poradniki, wzory pism, obywatelskie narzędzia zmiany. Szczególnie cenne dla osób, które zajmują się bieżącą pracą dla zwierząt i przyrody, zwłaszcza przedstawicieli/ek organizacji społecznych.

W sądach

W tym miejscu znajdziecie omówienie najważniejszych dla zwierząt i przyrody orzeczeń sądowych. Będą Was wspierać w podejmowaniu decyzji i argumentacji na rzecz zwierząt i przyrody. Wyroki sądów w Polsce nie są źródłami prawa, ale wyznaczają standardy jego rozumienia, co w naszych sprawach jest bardzo istotne.

Poza schematem

W tym miejscu znajdziecie "coś więcej". Wpisy o przyszłości, nowych (nie)możliwych modelach prawa dla zwierząt i przyrody, lukach, które należy wypełnić i pomysłach, jak to zrobić, inspirujących książkach i o tym, czego możemy uczyć się od innych państw, a także czego od nas można się uczyć (są takie rzeczy!). Czasem też o ochronie przed wypaleniem i nadziei.

Podkast adwokatki o ochronie praw zwierząt i przyrody. Z wrażliwością w sercu i paragrafami w głowie. Dla ludzi, którym zależy. O sprawiedliwości dla zwierząt, stawaniu w ich obronie, a czasem walce. O ciemnych i jasnych jej stronach.